A jednak się nie znamy…

Ostatnio zauważyłem pewną rzecz.
W naszym sklepie pracuje około 30 osób. Niby się znamy. Mówimy sobie „cześć”, jemy razem obiady na stołówce, wiemy, gdzie kto był na wakacjach. Z niektórymi lubimy się bardziej, z innymi trochę mniej. Normalna sprawa.
A jednak… tak naprawdę się nie znamy.
Tworzymy sobie w głowie obraz drugiej osoby. Taki, jaki nam pasuje. Taki, jaki jest wygodny. I często okazuje się, że ten obraz ma niewiele wspólnego z rzeczywistością.
I wtedy przychodzą takie momenty jak przygotowania do Race for the Cure 2026 Gdańsk.
Momenty, które pokazują ludzi z zupełnie innej strony.
Kilka dni temu ogłosiłem wszem i wobec, że zaczynamy przygotowania do tegorocznej edycji biegu. Że chcemy zrobić to jeszcze lepiej niż rok temu. Że będzie więcej, ciekawiej i… no generalnie ambitnie 😉
Napisałem sobie w głowie plan. Jednym z punktów była strona internetowa.
Napisać — napisałem.
Ale zrobić… to już inna historia.
Rozejrzałem się po sklepie. Myślę: „kto mógłby to ogarnąć?”. Cisza. Głowa nie odpowiedziała.
Zapytałem nawet jedną osobę — Marcina Sz. (bo wiek – on mi wypomina wiek, to ja też mogę :), doświadczenie w grach, wiadomo 😉). Ale nic z tego.
No trudno — pomyślałem.
Człowiek całe życie sobie radził jakoś, to i teraz ogarnie stronę. Wiek może już nie najmłodszy, ale przecież wszystkiego można się nauczyć.
„Kiedyś coś tam próbowałem…” — i tu słowo próbowałem jest kluczowe 😄
I wtedy podchodzi do mnie Arek.
Nasz logistyk. Człowiek, którego mega lubię i szanuję. Za podejście do pracy, za pomoc, za różne historie… (Arek wie 😉).
Podchodzi i mówi:
„Masz już kogoś od strony?”
Zaskoczenie numer jeden. Zapytał to zapytał. W końcu uprzejmy jest i kulturę posiada 🙂
Mówię zgodnie z prawdą:
„No nie do końca… bo siebie nie liczę”.
A on na to:
„To ja to zrobię”.
Zaskoczenie numer dwa.
„Ale jak to?”
„Normalnie. Umiem, to pomogę”.
I zaczęła się rozmowa.
Okazało się, że Arek ogarnia temat. Lubi to robić. I nie będzie to jego pierwsza strona. Mało tego — jego dziewczyna, Julka studiuje grafikę i design i pomoże ogarnąć stronę od strony wizualnej.
No i w tym momencie pomyślałem jedno:
Kurczę… jakie to jest dobre.
Nie zapytałem „dlaczego?”.
Bo odpowiedź padła wcześniej:
„Umiemy, potrafimy, to pomożemy”.
I to jest właśnie to.
I wtedy znowu wróciła mi jedna myśl:
dla takich chwil też warto pomagać.
Bo oprócz samego wydarzenia, oprócz biegu, oprócz wszystkiego, co robimy przy Race for the Cure — dzieje się coś jeszcze.
Poznajemy ludzi na nowo. I to jest piękne.
Już niedługo zobaczycie kolejny efekt NASZEJ – ICH pracy.
Nowy element projektu, który powstaje dzięki ludziom, którzy po prostu… chcą pomóc.
I to jest chyba najfajniejsze w tym wszystkim.