Przygotowania do biegu #1 – od pomysłu do decyzji…

Z pamiętnika początkującego biegacza #1 – pierwszy krok jest najtrudniejszy
Biegam od paru lat.
Nie… w sumie nie.
Od paru lat to ja próbuję biegać.
Bo „próbuję” u mnie wyglądało tak:
- raz w tygodniu
- potem przerwa
- za trzy tygodnie znowu raz
- miesiąc ciszy
- i znowu jeden, może dwa biegi
Tak właśnie wyglądało moje bieganie.
Potem pojawił się PARKRUN.
Trochę przypadkiem — nasze dziecko potrzebowało wolontariatu do szkoły.
Więc:
- dwa, trzy biegi
- przerwa
- znowu jakiś bieg
I tak to się toczyło.
Z czasem zauważyłem, że moje bieganie zawsze składa się z czterech etapów:
- Motywacja do biegu
- Ubranie się i wyjście
- Bieg właściwy
- Koniec biegu — czyli satysfakcja
I teraz najważniejsze:
👉 pierwsze trzy etapy były na poziomie… nie 0
👉 tylko jakieś minus 100
Jedyny moment, który naprawdę działał?
👉 koniec biegu
Satysfakcja — level master.
Radość ogromna.
To uczucie, które mówiło: „warto było”.
No i tak to życie sobie leciało.
Od czasu do czasu pojawiała się motywacja:
- żeby zrzucić kilka kilogramów
- żeby jak najdłużej utrzymać sprawność
- żeby móc rodzinnie jak najdłużej robić wspólnie różne rzeczy
Bo to jest dla mnie ważne.
Ale była też jedna rzecz, która siedziała mi w głowie:
👉 przekonanie, że można wszystko zrobić „z marszu”
👉 bez przygotowania
👉 bez planu
I wtedy przyszedł moment, który trochę to zmienił.
Na moje 52. urodziny wyszedłem z domu i… pobiegłem.
Plan był prosty:
👉 zatrzymuję się, kiedy licznik pokaże 52 km
No cóż. Jak by to powiedzieć, żeby nie skłamać…
No nie wyszło.
Organizm powiedział: „nie tym razem”.
I chyba właśnie wtedy coś kliknęło.
👉 że to nie działa w ten sposób
👉 że trzeba się przygotować
👉 że regularność robi robotę
Tylko że…
👉 łatwo to powiedzieć
👉 dużo trudniej zrobić
Postanowiłem więc postawić sobie cel.
👉 półmaraton w Gdańsku
👉 we wrześniu
👉 tydzień po Race for the Cure Gdańsk 2026
I wtedy…
👉 naprawdę się zaczęło.
Ciąg dalszy nastąpi.