Są takie niedziele…

Są takie niedziele, które smakują trochę inaczej.

Niedziela – jak co tydzień – badminton. Rodzinnie. Z Lidią i Kasjanem. 16 lat, energia, siła, refleks… i coraz częściej to ja muszę się naprawdę napocić, żeby dotrzymać mu kroku.

I tak sobie pomyślałem, że to wszystko trochę przypomina drogę, którą przechodzi każdy z nas jako rodzic.

Na początku… wiadomo. Dajesz dziecku wygrywać. Trochę specjalnie, trochę dla uśmiechu, trochę żeby złapało bakcyla. Budujesz pewność siebie, pokazujesz, że warto próbować.

Potem przychodzi moment, kiedy nadal czasem „pomagasz”, ale już widzisz, że to nie jest tylko zabawa. Dziecko staje się coraz lepsze. Coraz szybsze. Coraz bardziej świadome.

Aż w końcu dochodzicie do etapu prawdziwej rywalizacji. Bez taryfy ulgowej. Raz wygrywasz, raz przegrywasz. Emocje, śmiech, czasem nutka sportowej frustracji.

No i przychodzi ten moment… kiedy grasz najlepiej jak potrafisz – i przegrywasz.
I wiesz co? Nawet jeśli czasem jeszcze udajesz, że „no dobra, dzisiaj mu odpuściłem”… to gdzieś w środku czujesz ogromną dumę.

Bo to już nie jest tylko gra.

To jest wspólny czas.
To są relacje.
To jest coś, co zostaje na lata.

Bo razem można więcej.
Bo razem jest lepiej.
Bo razem jest po prostu fajniej.

I dokładnie tak samo jest z pomaganiem.

My też zaczynamy czuć, że nie jesteśmy w tym sami. Że wokół nas są ludzie, którzy chcą być częścią czegoś większego.

Nasz market w Rumi – z Krzysztofem na czele – już dziś pokazał, że razem naprawdę można więcej.
Gadżety, leżaki, wsparcie, pomoc w kontaktach z promotorami i dostawcami…

A to dopiero początek.

Przed nami długa droga do Race for the Cure Gdańsk 2026.
Ale jeśli jest coś, czego jesteśmy pewni już teraz, to to, że nie idziemy nią sami.

I to daje największą siłę.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry